19 november 2011

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Tu gwiazdy gasną znacznie wolniej


W martwym punkcie lustra wykrawam
nowe szaty
króla. Nagość nie jest już
obscenicznym wyrazem.
Świt nadchodzi bo drętwieją nogi,
czas wycieka
jak olej z puszki sardynek. Pora w
drogę
 
a pokrzywione drogowskazy, w
którąkolwiek stronę,
znaczą dziurawe rozstaje. Szos z
serpentynami
dawno przetrawionych karnawałów.
Tymczasem wszyscy
diabli już spakowani w skórzane
walizki od Prady.
 
Czarne koty zlizują mlecznobiałe
zacieki na ścianach
kapliczek. Świętych od spraw
całkowicie beznadziejnych.
Im to pomarszczone dłonie babinek
znoszą naręcza
kwiatów polnych i wianuszki dziecięcych
wspomnień.
 
W odpowiedzi starcy palą wrzosowe
fajki grzejąc
pożółkłe kości w ostrym dymie
niepłukanego tytoniu.
W okolicach krążą szaleńcy w rytmie
tanga lub paso doble.
Na wietrze dumnie powiewają wymięte
prośby
 
żebrzących o zmiłowanie. Wszyscy pijacy
mają swoje
płoty. Pomalowane kolorami tęczy i
złoto po drugiej
stronie. Za uporczywe wystukiwanie
słów grożą mi
palcem. Kolejną noc spędzę na
wycieraczce piekła.
 
Przecież lustra nie zbiję. Za dużo
nieszczęść i odłamków.
Ostrych jak świt po nieprzespanej.

sam53
19 november 2011 at 09:01

lustro kojarzy mi się z banałem..a tu odkrywam inną jego jakość...podobasię:))

report

An - Anna Awsiukiewicz
19 november 2011 at 12:25

Podoba mi się:)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register