12 october 2011

poetry

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Do diabła z łzawymi wierszydłami

Lukrowane obrazki na szkle. Od cukru bolą zęby.
Słowa zlane w jeden szum. Jakby jesiennie.
Zgodnie z kolorem paznokci pięknych dziewczyn.
I te prowokujące usta.

W zlanych potem parkach i miękkich łóżkach
próbujemy zapomnieć. O wczorajszym.
Na gniecenie w dołku mamy sprawdzone sposoby.
Kradniemy dni i noce pazernie.

Nawet te bezgwiezdne. Czekamy beznadziejnie
lub ze wzruszeniem ramion. Jutro nadejdzie.
To raczej pewne. Pora na porządki. Pełne
kosze trafią na śmietnik.

I wszystko w porządku. Najlepszym. Kalendarze
schudną bezszelestnie. Przeklęty romantyzm
już ze snu nie wyrwie do niepotrzebnych wierszy.

Ostatecznie czas i tak zdechnie Umilknie tykanie
zegarków. W końcu zgaśnie głupi księżyc.
Może tylko szepnę do ciebie: szkoda piękna.
Gdziekolwiek wtedy będziesz.

Ania Ostrowska
12 october 2011 at 08:57

po "zdechnie" kropka uciekła :) "A jednak szkoda piekna" - ładne podsumowanie i dobrze współgra z tytułem

report

Withkacy
12 october 2011 at 18:32

Do diabła z łzawymi wierszydłami

report

bosonoga - Gabriela Bartnicka
12 october 2011 at 18:37

Gorzka prawda: "Ostatecznie czas i tak zdechnie Umilknie tykanie zegarków. W końcu zgaśnie głupi księżyc" Jak zwykle - pod wrażeniem! Pozdrawiam G.

report

Kasiaballou vel Taki Tytoń
14 october 2011 at 12:44

mhm... tak wiele tu goryczy i zrezygnowania. wiersz z ludzką twarzą.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register