Requiem dla samobójcy

Puste przebiegi po korytarzach, liszaje farby
znaczące ściany, ubikacja na półpiętrze z zanikającą
żarówką, ciągły niedosyt papieru i mydła.
Ot dzieciństwo i dorastanie, taki psi urok
przedmieścia.

Spadanie w górę to kwestia semantyki, z przeczuciem
braku błogosławieństwa nawet od pomniejszych
świętych. Pijąc jabole na cmentarzu pojął – pogrzeby
też są dla ludzi, może nawet przede wszystkim,
a granit bywa miękki w sprawnych rękach.

Nadeszła wolność, sąsiadka, od której pożyczał drobne
urodziła kolejne dziecko. Tu nawet nie chodziło o brak
nadziei, po co jeździć do centrum skoro wszystko można
załatwić w bramie pod jedenastką. Pewnie były jakieś
widoki na przyszłość, lecz mycie okien to zajęcie

poniżej godności mężczyzny. Spirytus wyraźnie potaniał,
paradoksalnie zdrożała wódka, cóż wzrok można stracić
na wiele sposobów. Sąsiad, tutejszy filozof, mawiał:
Uważaj, życie nie włosy- nie odrośnie, ale kto by tam
słuchał pijaków z dwudziestoletnim stażem.

Jeżeli to ma jakieś znaczenie zachód słońca był piękny,
liryczny w swoim podsumowaniu i w perspektywie
nieubłaganego wschodu.

Wanda Szczypiorska
10 june 2010 at 18:16

Co za opowieść! Co za zakończenie!

report

Edmund Muscar Czynszak
10 june 2010 at 21:59

Wiersz udany taka szara proza życia po każdym wschodzie przychodzi zachód ... Czekam na następne !

report

Mirka Szychowiak
11 june 2010 at 08:57

lubię opowieści o.. wiersze-historie, wiersze-obrazki. Popełnileś tekst niemal bez pudła. Brawo. To dzisiaj pierwszy duży wiersz, jaki spotkałąm w Trumlu. A siedzę tu, nie powiem - jak długo:)

report

Pi.
24 june 2010 at 23:06

o właśnie... gdzieś mi umknął po tym jak czytałem go na anonimowo.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register