LABIRYNT

 
Żyję nie otwierając oczu
sklejonych codziennością.
Nie nuda tworzy widzenie.
Rzeczy umykają na wyciągnięcie ręki.
Bawią się ze mną w chowanego.
Rechoczą śmiechem tłustym.
Dom pajęczą siecią zasnuty.
Wpadną w nią jak ja.
Żyję sobie cichutko.
Bo jeśli po drugiej stronie
barwy starcza dla wszystkich,
niczym jest szarość dni
bezświetlnych, niejasnych.
Czekanie nie boli.
Przyzwyczajenie tworzy wygodę.
Tylko coś puka, prosi,
byśmy oglądały poranek.

Paweł Kołodziejski
20 august 2010 at 22:03

widać dotknięcie melancholii. To rozkoszowanie się nieokresloną utratą. To "tarzanie" się w stopniowym rozpuszczaniu życia niczym bryłki soli. Lubię te klimaty.

report

Jarosław Trześniewski
21 august 2010 at 06:21

jedynie ów śmiech tłusty- tu bym się zastanowił, i jedna kropka za dużo przy niejasnych. Ogólnie -ok.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register