tuż obok miejsca w którym niebo
sączyło soki ziemi zespalając
cudowne z materialnym
poznawałem pierwsze dni
łany zbóż falowały po horyzont
tam przechodziły w obłoczne niebo
i wracały przemienione nad moją głowę
od początku wiedziałem że tam
ziemia i niebo stanowią jedno
że umierający ludzie odchodzą poprzez zboża
do miejsca wniebowstąpienia
i jednym krokiem przekraczają próg
niższy niż w sieni dziadka
i są w niebie
jak było nie wierzyć że anioły czuwały
nad każdym moim krokiem po wąskiej kładce
skoro tak blisko było ich mieszkanie
a cmentarz dotykał go krzyżami
po latach szedłem przez pola porośnięte
pszenicą jęczmieniem prosem i widziałem
jak chmury nad głową opierają się
na niezliczonych łodygach
a polna droga do kościoła sprzed lat
kończy się w obłoku dzwonnicy
zobaczyłem to co zapomniałem
zachodziło słońce za plecami
patrzyłem na wschód
kiedyś tam pójdę
czytam bez pierwszej i bardzo mi się podoba
report
Po komentarzu Istar czuję podobnie:)
report
Jest coś ujmującego w Twoim wierszu, tak jak "Jest coś z heraklitejskiej zadumy, kiedy tutaj stoję, / Pamiętający siebie minionego / I życie, jakie było, a też jakie być mogło" w "Do leszczyny" Miłosza. http://www.milosz.pl/przeczytaj/poezja/4/do-leszczyny
report
Dobrego, Andrzej.
report
cieszę się, ze pozytywnie go odebraliście, pozdrawiam
report