wyjechałem od siebie zwykłego
urzędnika codziennych przeznaczeń
i od życia sprawdzalnego w lustrze
wyjechałem aby móc zobaczyć
świat bez cienia codziennego życia
myśli moich u innych odbicia
kiedy nie są tak jak echo puste
bym odnalazł w nich siebie samego
uciekając od chorób kłopotów
nagle wszedłem w gabinety cieni
gdzie wyjmują zęby czarne kruche
gdzie daremnie czekać że się zmieni
czas na lżejszy kiedy zegar stary
ciąży bardziej niż nowe zegary
zapaść w ziemię jest najczęstszym ruchem
a czas kreśli ciężkie łzy pierrotów
wyjechałem od siebie na urlop
poza lustrem zgubić miałem żale
w świecie jasnym śnię sny czarnych kotów
Jabberwocka ni Alicji wcale
nie spotkałem a królik uparcie
zgagą wraca jak niedobre żarcie
i czas wracać do dawnych kłopotów
co czekają jak tłumy penelop
"wyjechałem od siebie na urlop/ poza lustrem zgubić miałem żale" - dziś myśli o lustrze i wiersz (nie zapisałam, uleciał już w przestrzeń) ścigały mnie nad ranem. Pozdrawiam :)
report
dzięki za wizytę. trochę minęło czasu od tego wiersza, z pauzą na śmierć mojego brata. do dzisiaj się zastanawiam, jak go czytam, dlaczego w tak niepełny sposób, w sumie dość nieudolnie jak na wagę chwili, opisałem tamten czas. ale jeśli coś dla kogoś znaczą te wersy, to się bardzo cieszę. pozdrawiam. andrzej
report