Bogowie...

Nic mi nie jest
Znów z kolan powstaje
Jak feniks z popiołów
Znów Bogowie ucząc mnie
Upokorzyli mnie
Gdy już psa swego jadłem na obiad
Nadzieja spadła z pluskiem
W kałużę łez przede mną
Nie pytajcie czemu i jak to?
To życie jest dziwnym kręgiem
Nauki głupców
Mądrości małych
Upadkiem i wzlotem ciągłym
Szarym i czarnym
Czerwonym i zielonym
Znów to nadchodzi
Dni w dolinie śmierci
Już za horyzontem widzę...
Okiem krwawym
Topór wbijam w ziemię i rum piję
Na pohybel diabłom w mej głowie.
O Bogowie...

P
7 june 2011 at 17:20

zatrzymałem się na "jak feniks" najgorsza sztampowa fraza on the world.

report

Roberto Szymański
13 june 2011 at 21:21

to prawda :) ale mi tu pasowała :) poczytaj dalej może...

report

Marek Gajowniczek
7 june 2011 at 19:30

Jest w tym wierszu coś, co wciąga myśli czytelnika. Może to dramatyczny obraz?

report

Roberto Szymański
13 june 2011 at 21:22

Dziękuje :) w mojej poezji troszkę dużo patosu ale patos się przydaje właśnie do takich obrazów :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register