26 december 2011

poetry

Konrad Redus
Konrad Redus

rachunek na koszt własny

swoją małą armię podrywam do lotu
dywanowa napaść na dziewczyny spod trzepaka
osiedlowa strategia jak w meczu koszykówki
każdy kryje swego

potem zazwyczaj są śluby i wesela
opijanie pieczątek i sakramentów
w nadziei że to dla dobra dziecka
józef nie zostawił żony na pustyni

ja się wstrzymuję i czekam
aż kolejna płonącym mieczem języka wyprosi mnie za drzwi
raj utracony
pociąg osobowy i paczka fajek

okrętem wspomnień rozbijam się o ściany kufla
drugi domek z kart ułożę staranniej
teraz można jeszcze potańczyć
potem podejdę i grzecznie się przedstawię

Wieśniak M
26 december 2011 at 13:15

świetne Konradzie:))). A może wypiłem za dużo piwa?;)))

report

Bogna Kurpiel
26 december 2011 at 13:35

Tyle emocji w treści:))) Dobrego:)))

report

Istar
26 december 2011 at 13:41

super! :)

report

laura bran
26 december 2011 at 13:55

parafrazując ser Vonneguta, każdy może sobie potańczyć, ale nikt nie wie jak długo będzie tańczył. hej :)

report

Jarosław Baprawski
26 december 2011 at 13:57

...super:)...ale może jestem pijany;))

report

Jarosław Trześniewski
26 december 2011 at 13:58

potem zazwyczaj są śluby i wesela /opijanie pieczątek i sakramentów / w nadziei że to dla dobra dziecka / józef nie zostawił żony na pustyni / clou!

report

Szel
26 december 2011 at 14:58

kazdy kryje swego...no Konrad...cudny wiersz:))))))))

report

Konrad Redus
27 december 2011 at 20:22

dzięki, staram się jak mogę

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register