mój rozmowca często znikał
bardzo dziwna to praktyka
lecz gdy wracał zegar tykał
wolniej ciut
mało słuchał dużo mówił
twarzą dwustuletnich żółwi
które cieniem własnej zguby
karmią głód
z pasją sny mi opowiadał
czy zaleta to czy wada
spadek dziada i pradziada
trójcy cień
a na imię miewał kamień
brzmiało to jakby niepamięć
obnażała swoje znamię
strasząc dzień
czasem pytał mnie o ludzi
których ja nie śmiałem budzić
jakby bojąc sie że wróci
jego czas
wtedy snuł przyszłości plany
z tłem już bardzo mglisto zlany
jego znicza czasu dany
płomień gasł
nie słyszałem go już dawno
lecz słów jego rzeką spławną
tnie doliny w lesnej głuszy
lecz wiem- wróci niczym dżinn
gdy pod drzewem dawnych win
serce darni ktoś poruszy
Czytam, bo masz coś do powiedzenia i to bardzo zgrabnie. Pozdrawiam:)
report
czasem mam wrazenie ze powtarzam tylko co mieli do powiedzenia Oni... ale juz niewielu to slyszy choc tresci godne uslyszenia. a ze gibkosci mysli stalo mi tym razem by nie zbezczescic form... moze unikne potepienia...
report
Zapewne tak...cóż to takiego potępienie? Tylko wymysł przerośniętego ego... Pięknie piszesz...
report
jesli Skalny Kwiat uznaje ze pieknie pisze to znak ze wszystkie monologi wygloszone wsrod skal i kwiatow w moim zyciu mialy jednego sluchacza wiecej niz podejrzewalem... milo mi Pania tutaj goscic... zaskoczenia ukryc jednak nie zdolam...
report