ALL WORKS Poetry (10)
About me

choroba dotyka dręczy rozbiera nurtuje kogo

najbardziej jak tylko szelest może
w miednicy obfity skrzy rodzicielsko
na polanie a wokół las ustawiony straganem
klaśnięcie ciszy w ukłonie przed burzą
patrz tam krzak błyszczy z oczu
w strachu piorunów patyki trzęsą ziemią
a potem na asfalt w ostatniej sekundzie
niebezpieczne światło iluminacji
psychotyczna obecność przed którą bezbronna
ścienna nawigacja napięte czoło krew z nosa
więc nic nie wyrośnie z wilgotnej brzozy
co najwyżej kraciaste wyobraźnie
dożywotnio splątane w jednym miejscu

skarbie
w piątą rocznicę twoich urodzin

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register