kogo mam winić za swoją naiwność
kogo obarczać ciężarem nieodwzajemnienia
chyba tylko poezję własną karcić mogę
za strofy zbyt czułe i ufne
chyba tylko to serce głupie
co każe dłoni kreślić słowa
zbyt bezwstydne
by udawać że nie moje
samotnością napełniam kieliszki
na dwoje dzielę ciszę
przeklinam kartkę i długopis
za ich trwanie
zbyt blisko moich oczu
wypijam moje niespełnienie
policzek opieram na ramieniu poduszki
bo tylko ta dzieli ze mną
nocy niepokoje
i przeklinam serce i poezję
za strofy
zbyt moje
bym pozostała przy nich
bezwstydna
Bo kogóż winić jeślim w nas samych i taka wina tkwi co jej się rozedrzeć na pół nie da. Kogóż winić... skoro nikt bez winy nie przetrwa... A karą naszą jest popełnianie błędów, a nagrodą dostrzeganie ich gdy jeszcze jest chwila namysłu.
report
emfaza 100
report
Bardzo wewnętrzny wiersz, na moje jest dobrze napisany i pełen emocji :)
report
Bardzo osobisty i smutny:)
report
dziękuję i zapraszam częściej miałam co prawda małą przerwę ale będę nadrabiać zaległości:)
report