Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
I. Ciężarki
Wytapiam samodzielnie! Ciężarki, ciężarki
z ołowiu z oka rtęć mi kapie w mózgu sta-
ry wąwóz bo coś wyrwało coś zaryło i zo-
stała bruzda a jeszcze w tej bruzdzie beto-
nowy bunkier w którym czaję się na tę
rozpoznawaną przez melancholików Das
Weile…
Parka szary sweter wprowadzają trochę
życia Bóg! Stał się kartką stał się mięsistym
liściem; posyła mi uśmiechnięte buźki
na trotuarze na ścianach na ekranie odkąd
tak gorliwie nie wierzę;
II. Bo
i mogę sobie śmiało
z uśmiechem zstąpić do Hadesu
(...)
--- full text ---
znów październik zapędził się w jesień
wraz z księżycem w kałuże zagląda
jakby sprawdzał co stało się z wrześniem
który kiedyś po nocach się błąkał
.
rozpłakały się w mieście ulice
września nikt już nie widział z dziewczyną
nawet we śnie z pogodą nie przyszedł
czas z depresją powrócił nie minął
.
liści w parku wiatr nie chciał już sprzątać
mgłą na amen przerosła bezsenność
cień miłości jak duch wyszedł z kąta
wrócę wierszem
zostaniesz znów ze mną
2026-11-02
SWETER
w szarym śnie ktoś
wyciąga nóż
całą noc
paliło się w kiblu
dusza tańczy
na klatce schodowej
mój sweter chce
żyć inaczej
JESIEŃ
tylko milczenie
może Lakoona
bo szuka pieśniarz
(...)
--- full text ---
znikanie różnych ja w ja snu
z którego bramy wiodą w nicość może
i wyłanianie się ja
jak wiele rzeczy jest już gotowych
jak wiele organizmów się wytworzyło
wól właściwie niczyich
a w dolinach krzemowych to powstaje nowa fala
na gruncie podłożu fal przeszłych do przyszłości dążą
fale organizmy i gwiazdy
wytracają energię bądź magazynują
mówi się, faza życia gwiazd
życie i świadomości zjawiają się w organizmach
organizmy zjawiają się w falach
nocą przychodzą rozmyślania
ogarnianie przebiegów
prorokowania, niby chcenia, świadomość
z dniem przychodzi życie, sprawdziany
to co fala połączonych walk i starań miłości
oiąga
Nocą jesteśmy trochę sami
Wyrzuceni na brzeg jak te wieloryby
Może one odpoczywają, rozmyślają
(...)
--- full text ---
w tęczowych szeptach
gdybym mógł gwiazdom światła wiązać
w jedną latarnię gdzieś w obłokach
w ogromny księżyc który pląsa
zanim w kolorach się zakocha
gdybym się zgubił w pocałunkach
w barwnym pryzmacie niedosytu
i w każdej tęczy widział usta
z zaborczym - weź mnie - kochaj - przytul
póki nas jesień w siebie wplącze
i zmarszczy ciepło naszych dłoni
lato się kończy - czy choć zdążę
tobie i niebu się pokłonić
światło dojrzewa echem pragnień
noc nadziejami już okrzepła
wiesz jak o świcie słońce pachnie
i księżyc gaśnie w naszych szeptach
wpisani w miłość zaufaniem
(...)
--- full text ---
to co było dawno - dawniej niż przedwczoraj
mgła skrzętnie okrywa - czas obrzuca ziemią
jesień śpiewa psalmy nie tylko w nieszporach
szarą teraźniejszość wiatr zagania w ciemność
i na ścieżkach dźwięków gdzie szept nocy cichnie
zamienia ją w przeszłość - może to brzmi dziwnie
lecz jakże prawdziwie gdy na gzymsach zorzy
to co chwilę wcześniej wybuchało złością
nagle się wybudza otwierając oczy
bez zła nienawiści ciesząc się miłością
jakby cud przyszłości stawał się narracją
czasu który łączy molekuły spacją
dziwne jak melodia w nucie listopada
gdy na kancie światła i cmentarnych wspomnień
zanurzam się myślą w spadających gwiazdach
w powrotach przemilczeń niespełnień niedotknięć
gdy wiążę marzenia i ciebie z wierszami
miłość to nie przeszłość
jest w nas
między nami
pustka rozlewa się dokoła
gdy otwieram oczy
rozpływa się falą wypełniając
szczeliny w podłodze
dziury w przestrzeni
.
likwiduje niezamieszkałe cienie
grzęźnie w świadomości
wyrywa się z objęć
szarpie klamkę
kiedy wchodzi pod powieki
czuję jej dno
Jestem więc mięsem nieco okopconym mówi któraś z dusz
i nie życzę sobie odwiedzin
na moich torfowiskach, na moich bagnach, na moim gnilnym posłaniu
krążą świeże i stare tchnienia
i nie ma nic co trzeba by
wiedzieć -
ot, lalki ze szmat i drutów.
Jakby Bóg przedostał się do mojego oka
a ja miałabym wyssać szpik nicości
polubić własną obojętność
i na jej dnie objąć śmierć -
jak cierniste ziarno w rozpadlinie -
gdy niespełnione nadzieje każą widzieć
ślady życia pod tatuażami blizn.
Być może jednym jest życie
życiem jest ucisk na skroniach
i bieda
(...)
--- full text ---
1 U wejścia do portu (fale przypływu i odpływu) - można czytać ciągiem, opuszczając nawiasy
fala fale przypływu odpływu
ludzie umierają z odpływem nocą
morze zabiera życie, aktywność, kojarzenie, sny
powrotna fala z opróżnionymi muszlami, lekka bezwładna topielica
(pijany marynarz w porcie zapładnia pijaną prostytutkę)
z powrotem fali w przypływie znów rączki, haki, śluzy,
raczkowania, wicia się życia
życie przenika ruchy grawitacyjne
śmierć myślom przynosi rozwiązanie
w pokoju już nie ma mamy ani taty ani mnie
rozpoczyna się fala gnicia, odpływu?
(odpływ życia należy do życia)
energia wzrasta w łonie, energia ulata z trupa
a we wszystkim fale energii gwiazd potężne
biegunowe latarnie morskie kosmosu
dla nieobecnych ale oczekiwanych
rozbitków powracających do ciał, do domów
dla komplikacji węgla wież azotu fontann z grzbietów wielorybów
piramid rusztowań dla nadchodzących gatunków
(...)
--- full text ---
