Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
Aleja drzew w szeregu
to zmarłych miasto,
grób przy grobie ciasno.
Zapalone znicze nie gasną.
Kwiaty piękne lecz nie pachną.
spokój każdego przenika.
Przy grobie ktoś bliski,
rozważa życie od kołyski.
Ta cisza dookoła,
myśl jak echo woła.
Woła imię bliskiej osoby.
Gdzie spojrzysz znajome groby.
Wraca wspomnienie sprzed lat,
Tu leży znajomy ,
sąsiad ,ojciec ,matka
siostra i brat.
Stoisz widzisz świec jasny blask
tak szybko mija czas.
Wczoraj jeszcze byliśmy razem
dziś już nie ma Was.
Tylko pamięć i świec blask
pomaga odtworzyć tamten czas.
Oddajemy hołd zmarłym wszystkim,
(...)
--- full text ---
Szczekamy na siebie. Przez płot,
on z jednej strony
ja z drugiej, czasami
odwrotnie. On - rasowy kundel,
ja - rasowy grafoman. Bywa,
że gonimy, on - własny ogon,
ja - wczorajszy dzień,
zazwyczaj jednak
szczekamy na siebie,
albo do siebie wiersz.
Mam czas
czas dla siebie
nie ma już miejsca na więcej?
Mam czas
dla córki i syna
to cały mój świat.
Mam czas
na wiersz może i fraszkę kiedyś ...
to mój kawałek świata
Mam czas
a może już go brak ?
Serce zapełnione do cna.
Może warto zatrzymać się i spojrzeć w stecz
i w przyszłości zobaczyć jakiś sens
naturą człowieka jest być jak dziecko we mgle
tylko nie każdy odnajdzie drogę właściwą .
Zrobić rachunek sumienia bez liczenia na kącie zer
docenić że , akurat dziś świeci słońce a nie pada desz
i może docenić się?
Nie!
Lepiej dzielić włos na dwa i na raty poświęcić czas...
Kim dla Ciebie jestem?
w potrzebie Ty
Ja biegnę mino bólu przez łzy uśmiecham się
gdy mówię nie, słyszy nikt...tylko echo
w kącie rechocze aż dudni w uszach
Kim jestem ?
tylko nie mów że , kimś ważnym , że jestem kobietą
I znów odgrywam tę rolę męską
te wszystkie nie kobiece role
kobiece też powinnam ?
Byłam robotnikiem i ojcem dla syna
A gdy kobieta we mnie zniknie nie mów mi że,
Chcesz i potrzebujesz, bo nie szanujesz mojej dwojakiej roli
I kim ja teraz dla Ciebie jestem?...
Na mój widok krzyczą żmija!, a ja pełznę
niespiesznie i nie po drodze
mam z wężami, we mnie płynie smocza krew.
Omiń moje tropy i nie płosz, gdy przed snem
chłonę ostatnie porywy jesiennych słońc.
między słowem a słowem wzgórza i doliny
góry którym do nas blisko i daleko
tak jak wierszom wczorajszym otwartym na miłość
zanim dotkniesz kamienia na wierzchołku szczytu
.
góry uśmiech przenoszą wyżej coraz wyżej
w twoich dłoniach dzień ciepły - nocą fiolet wrzosów
w zapisane na przyszłość zamglone jesienie
gdy horyzont spełniony myślą czasem wiarą
.
dobrze że jeszcze echo w radości tworzenia
żyje chwilą wspomnień kiedy mogłem podglądać
szczęście błyszczące w źrenicach zadowolonej
z życia kobiety
.
wiem że nie były to łzy
Człek młody zdrowy
pięknej urody
nie zazna tego
co spotyka
człowieka dojrzałego
nie czuje serca kości
nic go nie boli nie złości
nie strzyka
w głowie gra muzyka
i tak czas umyka
senior wspomina
czasy młodości
sapie dyszy
muzy niedosłyszy
łomoce serce
trzęsą się ręce
trzeszczą stare kości
tu boli
a tam chrupie
to oznaka że żyjesz
miej więc wszystko w ..... poważaniu
Ret :
Świat młodości
praca szczęścia chwile
co tam trudności
spijamy nektar życia
niczym motyle
coraz bardziej dojrzali
a jeszcze wciąż dzieci
i tylko czas nieubłaganie
ku starości leci
wśród kwiatów w ogrodzie
ławeczka
do niej nasza
wieczorna wycieczka
długie rozmowy
plany marzenia
czas złodziej umyka
życie i świat zmienia
wciąż tacy sami
zmian nie dostrzegamy
ciepło słów
kochany dotyk rąk
i nasza ławeczka
lecz zły los
(...)
--- full text ---
Dla Fryzia, dla, do powracającej z nami fali
Raz Orgiana Raz Cnotlina
odgrzebią we mnie lwa
i leniwca
Leniwiec śpi na łonie Orgiany
Lew rozszarpuje Cnotlinie bieliznę
Dlaczego, ach, dlaczego
Rozdwojeni nie zlegniemy
zjednoczeni
niczym
krajobraz z okna pociągu
Złączmy wszystkie linie i organizmy
a będzie
afekty, rozkosz rzutowana na ekran twarzy
teraz i na wieki
spółkowania, biegania,
pracowania, umierania,
ochraniania, zjednaczania
wnikania, rozproszenia
krystalizowania
się
(...)
--- full text ---
Znów deszcz - w kałużach się przeglądam
jakbym niestety lustra nie miał
chociaż czy warto starość wiązać
ze zmarszczką co się znikąd wzięła
w obrazie nieco wyświechtanym
nieogarniętej wiatrem fali
z bruzdą na czole... weź ją zapisz
nie wszyscy w nocy się wyspali
no cóż październik straszy deszczem
kolejna jesień czas ucieka
spójrz - pod tą zmarszczką dalej jestem
nie mów
następna cię urzekła
