Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
szukam w nas młodzieńczego wigoru
zachwytu nad kwitnącym przy drodze wrzosem
cienia którym próbuję okrywać to co bliskie
gdy dzień zmierza ku zachodowi nie licząc słów
szukam melodii jesiennego lasu pełnego barw
dźwięków schwytanych w sieć babiego lata
myśli zatrzymanej nad błądzącą w trawie mrówką
szukam czułości zaplątanej metaforą w wiersz
szczęście jak zwykle odkładam na później niż jutro
cieszę się że coraz częściej zastanawiasz się nad moją pisaniną
nie mów w którym kolorze ci do twarzy
podobno najpiękniejsze sny śnisz na różowej poduszce
Za mało spadłem
Aby się odbić
Za mało się potłukłem
By nie móc dalej iść
Za mało marzyłem
By jakieś mieć ambicje
Jak się rozczarowałem-
To szybko znikły wszystkie
Za nisko szybowałem
By nieba doświadczyć
Za szybko spadałem
By latać się nauczyć
Za mało w mur waliłem
By trochę się ukruszył
Choć cegieł nie przebiłem
Sam runął podczas trzęsień
Za dużo uciekałem
Aby pozostać w miejscu
Elipsę więc zrobiłem
(...)
--- full text ---
przetaczaj jesień zaklęciem
ułóż mnie wygodnie w gnieździe
wspomnę z rozrzewnieniem
mój zapach małej różowej kamelii
i przyjazną chłodowi muzykę
by wreszcie odzyskać siebie
Złote jajo w lunaparku
Tramwajowe wagony jedne za drugimi przepływają po torach –
przez strefy skwaru i deszczu
po zaludnionych ulicach i pustych skwerach
Ciężko dyszą konie pociągowe naszych dni
przez sfery zapomnienia, nieuwagi, przeoczenia
Samolot przechyla się i wypada z niego człowiek
Wagon za wagonem, przystanek za przystankiem –
Na wprost w ramiona przeznaczenia
które spływa z nieba, wybucha lawą spod ziemi
ruchami tysiąca bakterii popycha na tory jakieś widma
Cios mierzony kolejnymi wahnięciami zegara
zatrzymaniem wagonów, wypuszczeniem drobnicy
zamknięciem i otwarciem oczu
Wagon za wagonem, dzień za dniem –
a pomiędzy jednym przystankiem a drugim – śmierć
a pomiędzy jednym mrugnięciem a drugim – wołanie o pomoc
(...)
--- full text ---
praprababcie i prapradziadków ucztujących
w naszych snach na jawie
kartki zapisane na blacie stołu
zostaną żywym dywanem chrabąszczy wplecionych w warkocze
żywej rozmowy i głaskań przez jaszczurki rąk przodków
i ich lekkie oddechy idące z wiatrem po naszych szyjach
i blat stołu ofiar dla mrówek wiecznego lata
został jutro odnaleziony
przez rodzinę wywołującą popołudniowe duchy
w Grabowcu
nasze ciche porozumienie
słyszane odgłosy znad jezior za murami cmentarzy
delikatne pocałunki tej kobiety nieznajomej którą zna moja matka
Matka Boska Cygańska
Jak szedłem do granicy podwórka w nocy by rzucić się w otchłań dobrej pasji
to zapaliłem światło w pokoju o dwunastej
i rzesze wielkich miłośniczek mojej poezji rzuciły we mnie..
kapciem - Wybaczam im bo nie wiedzą co czynią, bo sam nie wiem co czynię
znowu kreśli czas
w pogawędce liści puls pluszaków
(...)
--- full text ---
Jestem już stary, całe życie czytałem, wątki rozwijałem
drgała ma przepona w rytmie serc konania
aż nagle przyszła starość i wyjechałem z rodziną na wakacje
jakże pięknie tam wypoczywałem jako mały szkrab
piłem wodę ze studni i używałem rąk jako wielkich wioseł
w otoczeniu much byłem jak sprężyna, a w ciszy ryku lwa byłem widnokręgiem
Zawsze uważnie spędzałem czas wolny
czytając i brodząc w rzece, trochę fantazjując Tak miało być i tego lata
Mój geniusz lubi bawić się szaleństwem książek – a raczej lubił
Przesypywać piasek garściami z kadzi serca do tabernakulum Ojca
Z ognisk wyłuskiwać cienie nocy W masce tygrysa plądrować ogród snów
Miałem jak każdego roku przygotowane gumki i spirale, długopisy i brzęczki,
monety i motyle i pył skarabeuszowy
Poszedłem na wzgórze Usiadłem przyzywając łabędzie
Me serce śpiewa pieśń jesieni, śpiewało pieśń lata załamującą się
w skwarze południa
Z ręką u krtani wroga toczyłem wojnę z ciszą Odbierałem sygnały
druzgoczące,
Tak to pieśń młodości To jeszcze nie ta pieśń była
Wyszedł z domu na słońce ten staruszek
(...)
--- full text ---
między chwilami
szczelina
słowo
zawieszone w milczeniu
zmierzch
przenikający do światła
znaczenia
opuszczają jesień
tu
liść
jest drżeniem
które zapomniało
skąd przyszło
są sny podparte marzeniami
życzenia które słyszę na dzień dobry
są bajki wyciągnięte z opasłych ksiąg
których nikt nie opowiedział do końca
.
w twoich oczach widziałem miłość
która nie chciała umrzeć zbyt młodo
próbowaliśmy się w pocałunkach
nie licząc dobrych stron w przytuleniach
.
rozgrzewało słońce ziębił wiatr
rozkochani w modraszkach i macierzance
czekamy na naszą Wiosnę
2026-10-16
ostatnie kolorowe liście
jak zwykle o tej porze
październik straszy chłodnym deszczem
.
uczę się na nowo kobiecych piersi
wg teorii względności Einsteina
sutki z wzajemnością poznają usta
.
istnieje pewne prawdopodobieństwo
że rzucimy się sobie w ramiona
liczę na pocałunek
.
marsz Mendelsona nie wchodzi w rachubę
2026-10-15
I. Moja wieś
Deszcz z bruzdy na polu moja wieś z popiołów spadł deszcz
deszcz z bruzdy na polu i pachnie katafalk niewierzących;
deszcz zamieszkała powstała pokutuje jak tylko ja -
pokutować potrafię: bez nadziei pachnie ziemią Hiroszima.
Taka jest pogoda; mieszkała na chodniku stara trzeźwia
i na moją wieś spadł deszcz. Zamieszkała powstała architektura
i pachnie katafalk niewierzących - krwawi Hiroszima - taka
jest pogoda.
mgłą rozkwitła nad ranem przewrotnie
noc jesienią nie pachnie już majem
wiatr też ucichł - czy cisza za oknem
do południa przynajmniej zostanie
.
czy dwa słowa na brzegu języka
już od dawna wpisane do wiersza
znów nam będą szaloną muzyką
wszak jesienna nikomu nie przeszła
.
ponoć w sercach i w oczach została
żarem chłodu i mgłą w październiku
gdy całuje - całuje cię cała
i przytula i kocha - ach przytul
2026-10-15
