Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
są sny podparte marzeniami
życzenia które słyszę na dzień dobry
są bajki wyciągnięte z opasłych ksiąg
których nikt nie opowiedział do końca
.
próbowaliśmy się w pocałunkach
nie licząc dobrych stron w przytuleniach
w twoich oczach widziałem miłość
która nie chciała umrzeć zbyt młodo
.
rozgrzewało słońce ziębił wiatr
rozkochani w modraszkach i macierzance
czekamy na naszą Wiosnę
2026-10-16
ostatnie kolorowe liście
jak zwykle o tej porze
październik straszy chłodnym deszczem
.
uczę się na nowo kobiecych piersi
wg teorii względności Einsteina
sutki z wzajemnością poznają usta
.
istnieje pewne prawdopodobieństwo
że rzucimy się sobie w ramiona
liczę na pocałunek
.
marsz Mendelsona nie wchodzi w rachubę
2026-10-15
I. Moja wieś
Deszcz z bruzdy na polu moja wieś z popiołów spadł deszcz
deszcz z bruzdy na polu i pachnie katafalk niewierzących;
deszcz zamieszkała powstała pokutuje jak tylko ja -
pokutować potrafię: bez nadziei pachnie ziemią Hiroszima.
Taka jest pogoda; mieszkała na chodniku stara trzeźwia
i na moją wieś spadł deszcz. Zamieszkała powstała architektura
i pachnie katafalk niewierzących - krwawi Hiroszima - taka
jest pogoda.
mgłą rozkwitła nad ranem przewrotnie
noc jesienią nie pachnie już majem
wiatr też ucichł - czy cisza za oknem
do południa przynajmniej zostanie
.
czy dwa słowa na brzegu języka
już od dawna wpisane do wiersza
znów nam będą szaloną muzyką
wszak jesienna nikomu nie przeszła
.
ponoć w sercach i w oczach została
żarem chłodu i mgłą w październiku
gdy całuje - całuje cię cała
i przytula i kocha - ach przytul
2026-10-15
Cóż
na mojej wsi nie rodzi się
z głodu
spłodziłem tę górę firankę
i ścianę
ten kieliszek
odziedziczyłem
i świecą umysł i nicość
i cukier się karmelizuje;
moją jest metropolia.
Ale źle jest gdzie się pojawię o ile to nie noc
i starzeją się wszystkie dziewczęta
i w ziemiance zamieszkał Don Quixote;
tyle się bredziliło o amor fati śmierci i świetle
a wciąż więzi to niewielkie jeaussaince
Na moją wieś spadł deszcz
i na chodniku zamieszkała
wśród traw i korzeni wierzb
ona pachnie ziemią
rozmawialiśmy o Baudelaire
architektura wciąż sugeruje
powstanie z popiołów czuwają
nad nami zwiedzeni
Nie zagląda tu Konrad prędzej
Anheli właśnie taka jest pogoda
krwawi moja wieś moja trzeźwa
i stara wieś
bruzdy na polu zdają się
przemawiać w imię najbrzydszej
z możliwych śmierci nareszcie
spotkałem śmierć w Hiroszimie
zasoby bluźnierstw są nieprze-
brane a Światło ponoć rodzi się
w najgłębszej nocy lecz to miejsce
(...)
--- full text ---
pies z nosem
w gąszczu własnych definicji
nic
się tutaj nie wydarzy
ciąg dalszy
jak drzazga
utkwił
w tu i teraz
i tylko trawa
przejmuje się
przepowiedniami
rachunku prawdopodobieństwa
stoję na uboczu
obserwując ciszę
polującą
na zaspane sekundy
moją stopę
dopadła
(...)
--- full text ---
jakiś nie dotyk prędzej pocałunek
myśli o tobie zagubione we śnie
w zieleni liści wiosna do nas frunie
zmysłowy obłok nie czułem go wcześniej
kwietnej miłości kiedyś bzem i różą
wonią konwalii gdy otwieram okno
z zapachem maja chwile się nie dłużą
słowa w bukiecie stają się pieszczotą
najczulszym szeptem zaplątanym w ciszę
gdy błękit nieba opada w ramiona
a wiatr chciał nie chciał epilog dopisze
zapach kobiety gotów mnie pokonać
12.09.2026
Mam odejść
zapomnieć
Nie słyszeć
Twych słów
To nie możliwe
Chcę Cię
zobaczyć
Chcę słyszeć
znów
Chcę Cię
W sennych
marzeniach
Nie chcę nic
Zmieniać
Chcę byś
w mym
życiu był
I tak jak ja
W sennych
marzeniach
o mnie śnił
To zaleta
(...)
--- full text ---
już koniec. przestrzeń trąci dogasaniem.
drzewa ubrane w pogodne sukienki,
niedługo będą straszyły nagością,
jak drewnotrupy.
wiatr rozwieje po polach resztki ciepła.
na szyby spadnie wilgoć zimnych nocy.
ostatnie drozdy poszybują z kraju
w cieplejsze strony.
jasność straci moc, a tereny barwy.
chłód wedrze się na salony szkieletów.
żeby to przetrwać, musisz żar rozpalić.
w dowolnym piecu.
„Można zwariować na punkcie liczby siedem, na punkcie każdej liczby,
na punkcie plam na skórze słońca
wiele ryb - wieloryb Symbol"
Belamonte „Pod koniec życia - Wieloryb“
dusza osobność osobowość
od wieków przygotowany kontur
coś co ma swój kosmos
przebieg zakres pulsowanie
dziś i jutro
nie przeminie
dzieli dodaje daje
wnika przenika żyje
i będzie żyć
najcenniejsze dobro
dłoń dotyk dół dal
dupeńka drzemka
drzazga wbita w duszę
drabina do nieba
Czy ten płynny kontur równanie
granica istotności mojej
(...)
--- full text ---
