Poetry

Zmiana sposobu prezentacji

10 october 2026

poetry

belis
belis

Kotowaty

Ten moment
Kiedy oczy tygrysa mętnieją
Malutki kociaku
Obnażony
Iluzja siły
Pani ciała
Bogini duszy
Implozja świata
Eksplozja chcenia
Brak myśli
Kici kici
Taś taś
Powrót Tygrysa



* Czytała Krystyna Czubówna

10 october 2026

poetry

sam53
sam53

poranny zastrzyk optymizmu

cóż - październik i drzewa w parku jakby chudsze
wiatr wygania spod ławki opadłe bure liście
wiewiórka z dębu z zaciekawieniem rozgląda się
pewnie się uśmiecha ale czy to uśmiech
.
obok usiadła cisza może chce porozmawiać
wiem wiem - słowa z serca brzmią zupełnie inaczej
czasem echo je wzmacnia
wiatr podkłada muzykę
.
przecież nie rozbierzesz mnie z myśli
ale gdybyś zeszła na ziemię
.
jak wiewiórka głową w dół

2026-10-10

9 october 2026

poetry

sam53
sam53

w piątki burze przechodzą bokiem

wieczorny cień grozy wyszedł na ulicę
nie ma obok ciebie - amfiteatr świateł
w między chmurnych błyskach ślepiów ciut nie wilczych
natura strach budzi lecz jakże inaczej

grzmotów już nie słychać za to pachnie deszczem
wilgocią spod olszyn wzmożoną przed nocą
czuć napięcie chwili i barw epilepsję
gdy łamiąc kanony w zygzakach się złocą

w pomrukach dostojnych odchodzącej burzy
spinających echem garby horyzontu
z twoją dłonią w mojej - aż boję się wróżyć
powiedz że mnie kochasz od piątku do piątku

8 october 2026

poetry

belis
belis

Drzewa mają sny?

Chciałam tylko przywitać się z brzozą
Skąd wziąłeś się ty
Przyciskasz mnie tak mocno
Oczami w oczach czytasz mi myśli
Nie ma granic
Ziemia jest powietrzem
Powietrze niebem
A ja...
Jestem brzozą
A ty...
Dlaczego dyszysz? Biegłeś?

7 october 2026

poetry

sam53
sam53

kochajmy się

wiem że czasami za dużo wymagam
chciałbym żebyś śmiała się całą sobą
jakież to musi być intrygujące
widzieć rozkosz w twoim wydaniu
.
nie jakiś tam uśmiech nr 34 albo 48
gdy półgębkiem ha ha zmieniasz w hi hi
chciałbym kiedyś od środka podziwiać
radość nabierającą blasku
gdy zaczyna lśnić w iskrzących refleksach źrenic
.
widziałem raz tę prawie niedostrzegalną eksplozję satysfakcji
ile w tym było kobiecej Natury ile ukrytego szaleństwa
i nawet jeśli nie odkryłem w tym krztyny teatru
to ten jeden jedyny raz prowokuje do kolejnej chwili sam na sam
.
sam na sam bez reszty

2026-10-07
p.s. pewien znajomy poeta powiedział że pisanie sprawia mu radość
a czytanie frajdę

6 october 2026

poetry

smokjerzy
smokjerzy

pozór

nic
nie wraca

nic
nie odchodzi

jest tylko
ciągłość
bez świadomości
istnienia

i rysa
która nie wie
że dzieli

z tej niewiedzy
powstaje kształt
udający linię

żeby
móc
trwać

6 october 2026

poetry

sam53
sam53

są takie chwile kiedy

las nabiera barw
liście wirują tańczą twista
a może kankana

południowe słońce skrzy się w wartkim strumieniu
senny dzień rozpina lekką mgiełkę
w karminach klonów
w złocie burych dębin

przejrzała zieleń mchów splata fiolety z różem wrzośców
w poszyciu błyszczą brązowe główki podgrzybków
zawieszona między jałowcami pajęczyna
dźwiga ciężkie krople rosy

czuć wiatr który obejmuje nas chłodem
taki pierwszy dotyk jesieni
schowanej w nagich drzewach
ostatnim fruwającym listku buczyny
w listopadowych wspomnieniach układanych ciszą

w twoich oczach nawet echo
szepcze - kocham

6 october 2026

poetry

sam53
sam53

czy kocham

dziwne uczucie
na samą myśl o tobie
trzepocze serce

6 october 2026

poetry

sam53
sam53

na długie jesienne wieczory

zatrzymaj mnie pocałunkiem
zatrzymaj słowem brzmieniem głosu
myślą przedwieczorną wybujałą z marzeń
na pierwszy lepszy sen wyrwany wyobraźni
na luksus bycia tylko we dwoje

zatrzymaj zanim doliczymy się w wierszach
albo ugrzęźniemy w nich na zawsze
masz gorące usta

nie wódź na pokuszenie
przytul
przytul mocniej
kochaj

wiersz o bogu

napiszę wiersz o człowieku
i Bogu

mój człowiek nie ma
pierwiastka boskiego w sobie
więc nie zna piękna
ani dobra
żyje w ciemności
pewnego dnia
dostrzega jasność
która rodzi się od początku
nikt nie błogosławi
i nie wiadomo czy jest
dobra
więc rozrasta się
jak baobaby przejmuje władzę nad planetą

a ludzie uśmiechają się do siebie

wtedy pojawia się Bóg

Dwa wiersze

I.

Jestem więc ulicą na którą pada złote światło
czarne gałęzie nocą z rana mgła wśród butelek
wśród butelek i cokołów poległ John Donne

jakże lśnią te ulice nocą światła mijania piękne
jak drewno i najszczęśliwszy jest ten któremu
o nic nie chodzi

czy pana panią interesują losy cywilizacji odpo-
wiedź brzmi: nie jest to dla mnie coraz bardziej
abstrakcyjne wystarczy śpiwór termiczny

poecie kazano być wdzięcznym za los który skła-
nia do śpiewu urywam ten wiersz tak jak urywa
śmierć jestem bowiem ulicą na którą pada złote

światło choć przecież nigdzie nie stało że poeta
umarł owszem samochód wybuchł ale on
nie umarł

II.
(...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register