Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
Na tej wojnie tak jak w życiu
Najbezpieczniej być w ukryciu
Nie pchać się na pierwszy ogień
By nie robić krzywdy sobie
Chociaż z tyłu masz oddziały
Wnet na ciebie pójdą strzały
Lepiej czujnie tkwić w okopach
I nie spuszczać z życia oka
Gdy już starasz się za bardzo
Wówczas wszyscy tobą gardzą
Kiedy idziesz ramię w ramię
Musisz puścić to w niepamięć
Jak już podasz komuś rękę
Wkrótce zmienisz się w przynętę
Zawsze znajdzie się silniejszy
Do orderów z piersią pierwszy
Spójrz, że więcej bohaterów
Po swej śmierci ma orderów
Cóż z zaszczytnej ci mogiły
(...)
--- full text ---
Wyjątkowa niekończąca się opowieść (daleki plan, bliski plan)
Jest rzeczywistość, rok, trwanie, jazda tramwajem
za oknem pewien moment procesu życia wszechświata
a w tym pewna jego moc, moja moc w tym,
poczucie sensu i więzi do pewnego momentu odnawialne
zaangażowania dziecka nieutraconego, przez co trwa się w
pewnym czasie wzrostu, czasie tworzenia, nieabsolutnym ale
pojętym jako stan poza czasem, czas mityczny, względny,
czas który nigdy się nie kończy i nie zaczyna
czas naszej ciągłej więzi
a więc
w takim realnym bycie jadę, przemieszczam się
myślę, i zdaję relację w opowiadaniu by pokazać
że mam duszę i że to nie fikcja,
bo mój stan to stan świata też
a więc
lata minęły a ja się boję gnoja, żyję wspomnieniem
szkoły, teraz jeszcze boję się powrotu tamtego czasu,
świadomości, niemocy, on ma syna, a ja się boję spotkać,
skonfrontować, chociaż jestem silniejszy i to jest prawda życiowa
(...)
--- full text ---
IV. Ulotka
Niebo wygląda dziś jak stal
nad planetarnym parkiem
i coraz znakomitszym jest język
urzędowy; i gwiżdże czajnik
w kilku głosach -
o rzeczach i miłości;
V. Przypowiastka
młody człowiek zapytał filozofa skąd wzięła się w nim ta bezbrzeżna pustka
ponoć z racji tego że otrzymał kwiat lecz bez korzeni
i dorzucił - rób kulturę, zeuropeizowany biurokrato, i niech Pan nie da ci pokoju,
lecz wieczną chwałę!*
(za M. de Unamuno - O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i narodów).
bo mój stan to stan świata też
fala powracająca zarażająca zmieniać chcąca
od innych fal się odbijająca, najdalszych krańców sięgająca
pozornie bezsilna, zarodek, świat twórczy Pan, stan
życia świadomości to powrotna fala otaczająca
to się przydarzyło przydarza
Gaza Kresy Oświęcim i zwierzęce dobra Erosa
chroniącego życie Orfeusza
To chyba ważne czy czcisz demony
czy anioły Jahwe czy dobre zwierzęta
Zwierzę kocha błądzi walczy pracuje
uczy Czasem je krzywdzimy bo taki jest Los wspólny
ale widzimy, że tym jest totem, nie władcą hordy
A że unikamy kazirodztwa - To dlaczego zwierzęta i rośliny go unikają?
Czy mają kompleks Edypa albo żyją w grzechu pierworodnym?
Czy dziecko nie pragnie Wszystko przygarniać lub niszczyć,
zanim przeczyta jakie powinno mieć kompleksy?
Pewnie dociera do świadomości fakt pogrążania się w chorobie
Zanim pozna się racjonalnie przyczynę jest przeczucie przyczyny
i reakcja adekwatna - ja jestem Ojcem więc pomagam
Najważniejsze by powrotna fala czyniła świat miejscem do wytrzymania
Radosnym, na ile to możliwe
na ile to szczere, życzliwość i współczucie - prawa naturalnej religii
(...)
--- full text ---
Muzyka smutku pod taflą ulicy
o, byle nie skończyła się prędko
zimna pogoda
bo zimno pożywne jest dla ubo-
giego duchem - zimno i nicość
to chleb oszukanego
więc nie przemawiajcie już więcej
rozsądnie! bo gniecie mnie,
gniecie…
listopad zaczął się mgliście
z wczorajszym cmentarnym psalmem
który chodził za mną bez opamiętania
.
poddałem się nastrojowi
nawet wieczorem
kiedy mogłem patrzeć na płonące ognie
wspominać twarze z porcelanowych fotografii
czy podziwiać wiatr
który przeganiał po kamieniach ostatnie liście
.
czas nie zwalnia
dobrze gdy z pocałunkami zaglądamy w siebie
w porannych szeptach zostawiamy bukiety myśli słów
i cieszymy się z wzajemnością filiżanką czarnej
.
ile nadziei w zrywaniu z kalendarza
wszystkich przyszłych wspólnych chwil
Pax vobis
2026-11-02
I will come unannounced
on a sun-drenched day
you will feel the heat
leaves will shimmer verdant
with lips of fresh raspberries
I will hover in the air
like a swelling bud
przyjdę znienacka
słonecznego dnia
poczujesz gorąco
liście zamigoczą
ustami świeżych malin
zawisnę w powietrzu
jak rozwijający się pąk
I. Ciężarki
Wytapiam samodzielnie! Ciężarki, ciężarki
z ołowiu z oka rtęć mi kapie w mózgu sta-
ry wąwóz bo coś wyrwało coś zaryło i zo-
stała bruzda a jeszcze w tej bruzdzie beto-
nowy bunkier w którym czaję się na tę
rozpoznawaną przez melancholików Das
Weile…
Parka szary sweter wprowadzają trochę
życia Bóg! Stał się kartką stał się mięsistym
liściem; posyła mi uśmiechnięte buźki
na trotuarze na ścianach na ekranie odkąd
tak gorliwie nie wierzę;
II. Bo
i mogę sobie śmiało
z uśmiechem zstąpić do Hadesu
(...)
--- full text ---
