Poetry
Zmiana sposobu prezentacji
jesień jak jesień z młodym winem
z twoim uśmiechem jak przed laty
dziś świerszcze grają za kominem
chłód w złotym liściu cicho zastygł
dzieci kasztany wyzbierały
nawłocie dawno już przekwitły
tylko w twych oczach świat mój cały
radość na ustach aksamitnych
gdybyś tak jeszcze swoje - pragnę
wpisała obok - kocham - z wiersza
niech w kropli deszczu na nas spadnie
życząc - dzień dobry - prosto z serca
czuję ją w środku - wiesz jak gniecie
jak późno-letnie zakochanie
co ten październik nam przyniesie
ach przytulże się - słońce wstaje
kolekcjonuję puste pojemności
w chłodnej masie szkła
między ramą a tłem
gdzie powietrze przyjmuje
obcy kształt
wpisuję się w miejsca
po rzeczach
w gasnący odgłos kroków
żaden ruch
nie wymaga świadka
odklejona od formy
nie muszę
trwać
Poczułem się moralnie nienagannie
gdy zobaczyłem Cnotlinę nagą w wannie
Tak długo ją uwodził wuc, aż się doczekał
jej uwiędnięcia
Jestem bliski uwiędnięcia wszystkich kobiet
otwórzcie chmurom serca zanim deszcz wywróżę
zgaście światła przed świtem jak ostatnie gwiazdy
niebo ciszą zarośnie jak ciemność po burzy
cienie drzewom odżyją - słowo boże zadrży
o jesieni w tym roku tak jak i o głodzie
zapomnijcie smakosze wytrawnych witamin
żeby żyć trzeba kochać - co jest bardziej w modzie
jakaż miłość jest trudna gdy kamień o kamień
zanim umrzesz jak człowiek - jak zwykle za szybko
a poezja jak pacierz wspomnieniem zostanie
umrze słowo grzech umrze piękno umrze - wszystko
i nie powiesz - dobranoc - gdy czas na śniadanie
2026-10-18
11.09.2026
Jeszcze tęsknota
Jeszcze pragnienie
dotyku
A jednak, mijamy się
Niczym obcy ludzie
Jeszcze są
Ukratkowe spojrzenia
Jeszcze jesteś
przy mnie
Ja przy tobie
W naszych melodiach
Jeszcze szukamy się
w tłumie ludzi
W nocnych marzeniach
zanim zaśniemy
Walczymy z myślami
Napiszę, zadzwonię
To głos duszy i serca
Jeszcze rozum,
podpowiada
dlaczego
odpuściliśmy ?
(...)
--- full text ---
zawińmy się w pledki
zdejmijmy napletki
zaprośmy subretki
załóżmy kabaretki
to czas radosnej
orgietki
Znalazłem się w straszliwym amoku
gdy zobaczyłem cię w rozchylonym
szlafroku
Powracam po latach
w okularach do czytania ;
błędnik błądzi jakoby była to jego natura
tracą satyrą , wstydem i żalem?
Nie powiem , trudna to była decyzja
Wziąć usiąść oczyścić słowa i może pisać?
Powracam po latach
Myśli są nadal takie chaotycznie czyste
nie zrozumie nikt nawet na powrót ja
gdy życie tak gnało , szalało, bolało ?
Te urywki szczęścia w nieszczęściu
dawały , dają taka moc
co by nie było z dzieci duma aż ze mnie tryska !
czaszka ciasna na tą miłość i pychę,
że moje one.. Są !
szukam w nas młodzieńczego wigoru
zachwytu nad kwitnącym przy drodze wrzosem
cienia którym próbuję okrywać to co bliskie
gdy dzień zmierza ku zachodowi nie licząc słów
szukam melodii jesiennego lasu pełnego barw
dźwięków schwytanych w sieć babiego lata
myśli zatrzymanej nad błądzącą w trawie mrówką
szukam czułości zaplątanej metaforą w wiersz
szczęście jak zwykle odkładam na później niż jutro
cieszę się że coraz częściej zastanawiasz się nad moją pisaniną
nie mów w którym kolorze ci do twarzy
podobno najpiękniejsze sny śnisz na różowej poduszce
Za mało spadłem
Aby się odbić
Za mało się potłukłem
By nie móc dalej iść
Za mało marzyłem
By jakieś mieć ambicje
Jak się rozczarowałem-
To szybko znikły wszystkie
Za nisko szybowałem
By nieba doświadczyć
Za szybko spadałem
By latać się nauczyć
Za mało w mur waliłem
By trochę się ukruszył
Choć cegieł nie przebiłem
Sam runął podczas trzęsień
Za dużo uciekałem
Aby pozostać w miejscu
Elipsę więc zrobiłem
(...)
--- full text ---
przetaczaj jesień zaklęciem
ułóż mnie wygodnie w gnieździe
wspomnę z rozrzewnieniem
mój zapach małej różowej kamelii
i przyjazną chłodowi muzykę
by wreszcie odzyskać siebie
Złote jajo w lunaparku
Tramwajowe wagony jedne za drugimi przepływają po torach –
przez strefy skwaru i deszczu
po zaludnionych ulicach i pustych skwerach
Ciężko dyszą konie pociągowe naszych dni
przez sfery zapomnienia, nieuwagi, przeoczenia
Samolot przechyla się i wypada z niego człowiek
Wagon za wagonem, przystanek za przystankiem –
Na wprost w ramiona przeznaczenia
które spływa z nieba, wybucha lawą spod ziemi
ruchami tysiąca bakterii popycha na tory jakieś widma
Cios mierzony kolejnymi wahnięciami zegara
zatrzymaniem wagonów, wypuszczeniem drobnicy
zamknięciem i otwarciem oczu
Wagon za wagonem, dzień za dniem –
a pomiędzy jednym przystankiem a drugim – śmierć
a pomiędzy jednym mrugnięciem a drugim – wołanie o pomoc
(...)
--- full text ---
