te drzwi kiedyś będzie trzeba otworzyć
nurkując bezpowrotnie
w epicentrum czarnej dziury
pewnie spotkam tam ojca
i w końcu przestanie
nękać mnie w nocnych koszmarach
gdzie w konwulsjach błaga
o szklankę wódy
albo uleczę kalekie dzieciństwo
i nareszcie się od niego uwolnię
bo już dawno przestałem wierzyć
że tutaj mi się to uda
a może dno okaże się błękitem
nad połaciami zielonych łąk
gdzie leżysz w trawie ubrana w biel
jesteś dla mnie miła i ciepła
i nie mówisz że jestem śmieciem
bo na pachnących polanach
nie mogą przecież szaleć burze
"a może dno okaże się błękitem nad połaciami zielonych łąk gdzie leżysz w trawie ubrana w biel jesteś dla mnie miła i ciepła i nie mówisz że jestem śmieciem" tego ci zycze na dzis Jarku!! cycuszki lizac wiersz...:)
report
Dawno u Ciebie Jarku nie byłam, a tu "otwieram swoje drzwi...". Bliski jest mi Twój wiersz. Pozdrawiam
report
Ja mogę tylko napisać, iż jesteś wielki, chapeau bas! Po prostu, chapeau bas!
report